Pracownicy Banku Zachodniego WBK w ostatnich tygodniach przeżywają ciężkie chwile. Boją się o swoje miejsca pracy. Wszystko przez planowaną przez Allied Irish Banks, czyli właściciela BZ WBK, sprzedaż polskiego banku. Wczoraj w Dublinie toczyły się rozmowy w tej sprawie. Uczestniczyli w nich przedstawiciele Ministerstwa Skarbu Państwa, gdyż jednym z głównych chętnych do przejęcia BZ WBK jest PKO BP.
Ewentualne przejęcie BZ WBK przez państwowy bank oceniane jest różnie przez ekonomistów. Złudzeń nie mają jednak pracownicy BZ WBK. Są oni przeciwni połączeniu banków i uważają, że decyzja ta jest czysto polityczna.
- Jeśli PKO BP przejmie BZ WBK, to będzie rzeźnia. Pracę może stracić nawet 3000 osób. Logicznie analizując sytuację,
Podobnego zdania są też związkowcy, którzyjeśli są dwie księgowe, które robią to samo, jedna z nich musi odejść, bo trzymanie dwóch będzie po prostu stratą pieniędzy – tłumaczy nam pracownik banku BZ WBK. – Kiedy kilka lat temu następowała fuzja WBK z Bankiem Zachodnim, część etatów została zredukowana i ludzie stracili pracę – przypomina. już skierowali list do Donalda Tuska. Apelują w nim do premiera o podjęcie niezwłocznych kroków zmierzających do ratowania zagrożonych stanowisk pracy w BZ WBK.
Obawy pracowników są uzasadnione. W całej Wielkopolsce BZ WBK ma 100 placówek, a PKO BP ma ich o 39 więcej. Są miejscowości, czy nawet ulice w większych miastach, gdzie oddziały banków sąsiadują z sobą. Tak jest na przykład na ul. Św. Marcin w Poznaniu. Dobrych informacji dla zatrudnionych w BZ WBK nie mają też eksperci.
- Efekt synergii osiąga się po połączeniu wszystkich służb i pionów. Jeśli nie będzie takiego przypadku, jak było z PKO SA i BPH, po którym zostało mini-BPH, a pozostała część została wchłonięta, to myślę, że zwolnienia będą. To jest więcej niż pewne – przewiduje Piotr Kuczyński, główny ekonomista Xelion. Doradcy Finansowi.




