Po trzech porażkach z rzędu Warta Poznań zremisowała bezbramkowo z Dolcanem Ząbki w zaległym meczu pierwszej ligi. Na 40-tysięcznym stadionie mecz oglądało… 900 osóbPo muzycznym otwarciu Stadionu Miejskiego (koncert Stinga), otwarciu na piłkarską Europę (mecz pucharowy Lecha Poznań z Salzburgiem), wczoraj pierwszy mecz na 40-tysięczniku przy Bułgarskiej rozegrała Warta Poznań.To wydarzenie wypadło w wyjątkowo smutnym dla „Zielonych” okresie. Przed meczem zawodnicy znów założyli koszulki z napisem „Gramy za darmo”, by przypomnieć o tragicznej sytuacji finansowej Warty. Niewiele lepsza jest jej pozycja w tabeli, w której znalazła się w okolicach strefy spadkowej. Zaległy mecz ze zdecydowanie najsłabszym w lidze Dolcanem miał jej pomóc nieco się od niej oddalić.
Trzy ostatnie porażki piłkarzy Marka Czerniawskiego i wątpliwa klasa przeciwników sprawiły, że pustkami świecił nawet jedyny otwarty na ten mecz sektor stadionu. Ten, na którym z krzesełek ułożone jest logo Poznania. Napis był dość wyraźnie widoczny. Literki „a” i „ń” nie były w ogóle zasłonięte, na „n” siedziało dziesięciu kibiców… W sumie na mecz przyszło ok. 900 osób. Padł więc mit, że na mecze Warty będą chodzili ci poznaniacy, którzy będą chcieli zobaczyć nowy stadion, obejrzeć przy tym mecz, a nie stać ich na bilety na „Kolejorza”. W każdym razie tym, którzy na nową Bułgarską przyszli pierwszy raz, o stadionie starał się poopowiadać spiker zawodów Grzegorz Hałasik. – Ławki rezerwowych są w pierwszych rzędach trybuny, tak jak na Old Trafford w Manchesterze – mówił. – Tylko że w Anglii za ławkami siedzą goście w turbanach, a u nas nie siedzą.
Potem okazji do gorzkich dowcipów było coraz więcej, bowiem bój Warty i ligowego outsidera długo był wyjątkowo wyrównany. Gospodarze wyraźnie przeważali dopiero w końcówce. Wszystko co dobre w ofensywie Warty działo się za sprawą trójki Piotr Reiss, Tomasz Magdziarz i Zbigniew Zakrzewski. To oni, z banerów widocznych w centrum Poznania, zapraszają kibiców na mecze „Zielonych”. Oni też mieli wczoraj najlepsze okazje, by zdobyć bramkę. W 6. min Reiss dośrodkował do Magdziarza, a 20 minut później było odwrotnie. Efekt jednak ten sam – obaj z kilku metrów strzelali wprost w Rafała Misztala. Zakrzewski pierwszą sytuację miał jeszcze łatwiejszą, bo w przeciwieństwie do kolegów był na wprost bramki. Też jednak kopnął piłkę w bramkarza Dolcanu. Gdy drugi raz Zakrzewski znalazł się sam przed Misztalem, minął go raz, potem jeszcze raz, ale trafił w obrońcę, który stał na linii bramkowej. Wreszcie po chwili Magdziarz strzelił pięknie z woleja, ale trafił w poprzeczkę i mocno rozbujał bramkę.
Mimo że publika była skromna, to jej jęk zawodu po tych akcjach okazał się całkiem donośny. Można się było przekonać, że akustyka nowego stadionu jest bardzo przyzwoita. Po trybunach dobrze rozchodziły się też brawa. Dostał je w 86. min najpierw Łukasz Radliński, który wygrał pojedynek sam na sam z Patrykiem Kubickim (niespełna 17-letni syn Dariusza, reprezentanta Polski), a za moment również Alain Ngamayama, który wybił piłkę lecącą już do pustej bramki.
W ostatniej minucie doliczonego czasu gry Marcin Wojciechowski strzelił z rzutu wolnego nad bramką i sędzia zakończył mecz. W przeciwieństwie do koncertu Stinga i meczu Lecha „otwarcie” stadionu przez Wartę nie było udane.
Warta Poznań – Dolcan Ząbki 0:0
Warta: Radliński – Zawadzki (42, Świergiel), Wichtowski, Jasiński, Kosznik Ż – Ngamayama, Wojciechowski Ż – Szałas (73. Miklosik), Reiss (78. Pawlak), Magdziarz – Zakrzewski.
Dolcan: Misztal – Dadacz (71. Kubicki), Wróbel, Ciesielski, Unierzyski – Korkuć, Bazler Ż, Kosiorowski Ż – Gawęcki (67. Robaszek), Piesio (81. Wielądek) – Stretowicz.
Sędziował Michał Zając z Sosnowca.
Widzów 900
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań




